Pięcioletni Adaś Kiklica z podsądeckiej Obidzy poruszył serca najtwardszych facetów z sądeckiej policji. Wczoraj chory na serce chłopczyk otrzymał z rąk komendanta mł. insp. Witolda Bodzionego mianowanie na stopień posterunkowego oraz dyplom honorowego policjanta zawierający polecenie powrotu do zdrowia i do służby, kiedy chłopiec dorośnie.
Jak już informowaliśmy - w ten sposób stróże prawa odpowiedzieli na apel "Gazety Krakowskiej"i spełnili marzenie dziecka, które oczekuje na bardzo trudną operację serca. To dziecko marzy, aby kiedyś zostać policjantem.
- Dziękuję. Bardzo mi się tutaj podoba, ale wciąż nie mam mandatów dla kierowców, którzy jeżdżą zbyt szybko... - przypominał kilkakrotnie Adaś podczas spotkania z mundurowymi.
Bez cienia tremy, z bardzo poważną miną posterunkowy Adam Kiklica wypełniał powierzone mu zadania: nauczył się analizować zdjęcia zarejestrowane przez fotoradar, utrwalać odciski palców, zatrzymywać do kontroli kierowców.
Po raz pierwszy w życiu usiadł za kierownicą policyjnego motocykla pod czujnym okiem sierż. sztab. Tomasza Frączka i wziął do ręki prawdziwą broń.
Wrażeń było co niemiara. Chłopiec został obdarowany mnóstwem upominków. Otrzymał większą od niego maskotkę sądeckiej policji, a mł. insp. Henryk Koział, który pełnił służbę w misji pokojowej w Kosowie oddał Adasiowi jedną z najcenniejszych swoich pamiątek - niebieski beret, taki sam, jaki noszą polscy policjanci w kosowskiej Mitrowicy. Od podinspektora Grzegorza Kaliny, który kolekcjonuje modele policyjnych samochodów Adaś otrzymał kilka autek. Dostał też prawdziwy mundur - na ten prezent złożyły się wspólnie policjantka Beata Frohlich, która zdobyła materiał oraz panie z zakładu krawieckiego Elżbiety Serwatki, które "wyczarowały" galowy strój dla małego gliniarza.
- Dzieci! Dumne miejcie zamiary, górne miejcie marzenia. Coś z tego zawsze się stanie -przypomniał słowa Janusza Korczaka komendant Bodziony. - W marzeniach tkwi siła nadająca sens życiu. Bardzo się cieszę, że wspólnie z "Gazetą Krakowską" możemy dziś spełnić jedno z takich marzeń...
Przez kilka godzin Adaś oglądał świat z wysokości ramion asp. sztab Piotra Cisowskiego, który był jego przewodnikiem po komendzie. Chłopczyk prawie zapomniał, że z tyłu za nim kroczą wzruszeni rodzice. Na koniec zapytany o wrażenia wyznał, że najbardziej spodobał mu się policyjny pies Tuz sierżanta Michała Majchera.
- Chciałbym zostać przewodnikiem psa - zwierzył się komendantowi po cichutku...
Prawdopodobnie jeszcze w tym roku bój o życie Adasia stoczy prof. Edward Malec - polski kardiochirurg, który już dwukrotnie operował chłopca. Rodzice odkładają każdy grosz na tę operację. Adaś urodził się z bardzo skomplikowaną wadą serca. Mamy nadzieję, że również marzenie o powrocie do zdrowia zostanie spełnione.