Nowy Sącz: "Tomery" akt drugi

Po latach od rozbicia gangu zapadł wyrok w sprawie przemytu narkotyków z Nowego Sącza do Skandynawii.

Akta tej sprawy liczą tysiące stron zeznań
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Akta tej sprawy liczą tysiące stron zeznań (© Iwona Kamieńska)

Przez pięć lat rządzili lokalnym rynkiem narkotyków. Zaopatrywali Nowy Sącz w - jak stwierdził prokurator w akcie oskarżenia - wielkie ilości narkotyków. Za to sąd skazał ich na karę więzienia niemal trzy lata temu. Teraz zapadły wyroki w sprawie przemytu narkotyków, jaki gang "Tomery", nazywany "Firmą", organizował do krajów skandynawskich.
Szef gangu, Tomasz G. nazywany "Tomerą", w latach 90. był znanym i cenionym bokserem. Gdy jego kariera sportowa dobiegła końca, wszedł na dobre w świat przestępczy.
Jego gang szybko zajął miejsce odsiadującego już wtedy swój wyrok sądeckiego "Ala Capone" i rozkręcił narkotykowy biznes na dobre. Biada była temu, kto odważył się im podpaść lub nawet zalegać kilkadziesiąt złotych długu. Wtedy "tomerowcy" uciekali się do pobić, wymuszeń, kradzieży...
Często dłużników wywożono nad Dunajec lub Łubinkę i straszono, także przy pomocy pałek i noża. Do ofiar ludzi Tomasza G. należał między innymi syn znanego sądeckiego biznesmena z Wielogłów, który popadł w narkotykowe uzależnienie. Z kolei od młodego przedstawiciela znanej sądeckiej rodziny lekarskiej wyłudzili luksusowe bmw.
Skandynawski "biznes" był jednak szczególnie intratny - inwestując 15 tys. złotych w kilogram haszyszu, szefowie gangu osiągali 45 tys. złotych czystego zysku do podziału.
Tomasz G., szef grupy, kupował w Polsce amfetaminę i heroinę. W zgrabnych zawiniątkach pakował narkotyki do kartonów z sokiem, zdarzało się także, że ukrywano je w gaśnicach samochodowych.
∨ Czytaj dalej

Później opłacano kuriera, który miał przewieźć towar do Norwegii.
Ten, kto zdecydował się na kurs do Skandynawii, otrzymywał 3 tys. zł plus zwrot kosztów benzyny. Nocleg zapewniali sądeccy rezydenci w stolicy Norwegii. Bywało, że gaśnice podrzucano do aut, a przypadkowy kierowca nie zawsze wiedział z czym wjeżdża na prom.
Dobrze prosperujący biznes przerwała dopiero wpadka jednego z kurierów w Szwecji, a doprowadzenie członków gangu "Tomery" przed polski wymiar sprawiedliwości ułatwił fakt, że norweska policja ściśle współpracowała z sądeckim oddziałem CBŚ. Tomasz G. i większość jego świty w czasie pierwszych procesów twierdzili, że "Firma" nie była zorganizowaną grupą przestępczą. Zarzekali się, że był to zespół muzyczny z Krakowa, ale sąd uznał za bardziej wiarygodne wyjaśnienia oskarżonego Sebastiana W., że "Firma" to jednak była zorganizowana grupa przestępcza funkcjonująca na terenie Nowego Sącza.
Początkowo Tomasz G. został skazany na 10 lat kary pozbawienia wolności, ale sąd apelacyjny zmniejszył ją do ośmiu lat więzienia.
Zarzuty dotyczące szmuglowania narkotyków do Skandynawii ponownie trafiły w ubiegłym roku na wokandę. W pierwszych dnia stycznia Tomasz G. i jego ekipa zostali uznani winnymi procederu. "Tomerę" skazano na sześć lat i sześć miesięcy więzienia i 2,5 tys. grzywny, pozostałych na dwa do siedmiu lat więzienia.

Komentarze (0)

avatar

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię